Fundacja Ascendia

Instytut Rozwoju Sportu

Polityka wynagrodzeń w sporcie: cichy mechanizm, który blokuje awans kobiet

W klubach i federacjach o tym, kto awansuje na CEO, decyduje cicha rzecz: jak rada nadzorcza wycenia poszczególne role. Bez jawnych pasm i audytu różnic płacowych liderki utykają poniżej szczytu.

W każdej dużej spółce — Orlenie, Allegro, mBanku — to nie zarząd ustala sobie sam pensje. Robi to wyodrębniony zespół przy radzie nadzorczej, w terminologii corporate governance nazywany „komitetem wynagrodzeń" (po angielsku: remuneration committee). To stały standard rynku kapitałowego od dwóch dekad, nie żaden relikt — gremium kilku osób z rady, które ustala pasma płacowe dla dyrektorów, zasady bonusów i kontrakty CEO. W sporcie ten sam mechanizm istnieje, ale w praktyce nie pracuje.

I to jest sedno tego artykułu. Dyskusja o liderkach w sporcie krąży wokół widoczności, mentoringu i paneli. Tymczasem o tym, kto naprawdę awansuje, decyduje obojętna z pozoru rzecz: ile dana rola jest warta według polityki wynagrodzeń klubu lub federacji. Jeśli funkcje, w których pracują kobiety (komunikacja, ESG, akademia, fundacja klubowa, compliance) są systemowo niżej wycenione od ról komercyjnych i sportowych — to żaden program rozwojowy tego nie wyrówna.

Ten tekst nie jest o procedurach. Jest o tym, dlaczego w sporcie istnieje cicha, formalna asymetria wycen ról — i co konkretnie kluby, federacje i ligi mogą z nią zrobić, żeby ścieżka na CEO przestała być dostępna tylko dla jednej grupy zawodowej.

Teza

Polityka wynagrodzeń kadry zarządczej jest najbardziej niedocenianym mechanizmem rozwoju liderek w sporcie. Dopóki kluby i federacje nie wprowadzą jawnych pasm płacowych, corocznego audytu różnic w obrębie tej samej roli i obowiązku uzasadniania odchyleń, równość dostępu pozostaje deklaracją. Reszta tego artykułu pokazuje, jak ten obszar wygląda dziś i co konkretnie musi się w nim zmienić.

Problem, którego sport nie może już ignorować

W typowym klubie pierwszoligowym i w większości federacji komitet wynagrodzeń istnieje formalnie, ale jego praca sprowadza się do dwóch decyzji rocznie: zatwierdzenia bonusu CEO i akceptacji nowego kontraktu pierwszego trenera. Resztę zatrudnienia kadry zarządczej obsługuje dział kadr i decyzja CEO — bez ścieżki rewizji, bez benchmarków rynkowych i bez audytu wewnętrznego.

Efektem jest cicha asymetria. Kobiety, które trafiają do ról dyrektorskich w komunikacji, marketingu, ESG, fundacji klubowej czy compliance, podpisują kontrakty wycenione w niższym paśmie niż analogiczne role komercyjne i sportowe. Po trzech latach ta różnica utrwala się jako „obiektywna" — bo nikt nie zlecił audytu i nikt nie ma mandatu, by ją skorygować.

Druga warstwa problemu to konstrukcja bonusów. W większości europejskich klubów krótkoterminowe KPI premiują role bezpośrednio związane z wynikiem sportowym i przychodem meczowym. Role transformacyjne — strategia długoterminowa, governance, akademia, ESG — pozostają poza siatką bonusową. To strukturalnie obniża wycenę funkcji, w których kobiety dominują liczebnie, i czyni je mniej atrakcyjnymi w wewnętrznym konkursie na awans.

Trzecia warstwa to brak transparentności pasm. W instytucjach finansowych i giełdowych spółkach kapitałowych jawność pasm dla kadry zarządczej jest standardem od ponad dekady. W sporcie wciąż dominuje model „kontrakt indywidualny, ustalenia poufne". W praktyce oznacza to, że osoba bez sieci kontaktów w branży nie ma jak zweryfikować, czy jej oferta jest rynkowa.

Dlaczego „kompetencje, nie płeć" wymaga komitetu wynagrodzeń

Można sądzić, że jeśli oceniamy kompetencje, to wynagrodzenie samo się skoryguje. To założenie nie wytrzymuje testu danych. Wynagrodzenie nie jest funkcją kompetencji — jest funkcją negocjacji, sieci i precedensu. Negocjacje rozstrzygają się tym, kogo kandydat zna w zarządzie. Sieć rozstrzyga się tym, kto poleci komu kontrakt. Precedens rozstrzyga się tym, co dana rola dostała w poprzedniej rotacji.

Wszystkie trzy mechanizmy są historycznie zniekształcone na niekorzyść kobiet — nie z powodu czyjejś złej intencji, tylko z powodu kompozycji branży w ostatnich dekadach. Komitet wynagrodzeń jest jedynym organem w organizacji, który ma formalne narzędzie, by te zniekształcenia korygować bez ingerencji w treść decyzji rekrutacyjnych. Pracuje na pasmach, nie na osobach.

Filozofia Ascendii pozostaje stała: nie awansujemy ludzi za płeć. Wyrównujemy warunki startowe, żeby ocena kompetencji była rzeczywiście oceną kompetencji, a nie oceną historycznego dostępu do sieci negocjacyjnej. Komitet wynagrodzeń jest najczystszym narzędziem do tego zadania, bo pracuje na liczbach i procesach, a nie na narracjach o kulturze organizacyjnej.

Data & Insights

Co sceptycy mają rację, a czego nie widzą

Stanowisko sceptyczne

„Wynagrodzenie w sporcie to wynik wolnego rynku. Kandydat negocjuje, klub odpowiada, kontrakt powstaje. Mieszanie do tego komitetu, polityk i audytów obniża elastyczność i odbiera CEO narzędzie, którym buduje zespół. Jeśli kobieta wynegocjowała mniej, to nie problem komitetu — to wynik negocjacji."

Dowiedz się więcej o misji Fundacji Ascendia albo wesprzyj rozwój sportu darowizną.

← Wróć do bazy wiedzy

.