Awanse kobiet w sporcie wreszcie się pojawiają — tylko że bardzo często w bardzo złym momencie. Kiedy spadek z ligi jest niemal pewny. Kiedy sponsor wycofuje się w trakcie sezonu. Kiedy federacją trzęsie skandal etyczny. Kiedy bilans pokazuje stratę, której nikt nie chce firmować twarzą.
Zjawisko nazwał i opisał zespół z University of Exeter — Michelle Ryan i Alex Haslam — pod nazwą glass cliff. W korporacjach jest dziś dobrze udokumentowane. W sporcie zaczyna być widoczne dopiero teraz, bo dopiero teraz kobiety w ogóle dochodzą do stanowisk, na których można z czegoś spaść.
Teza
Sport nie ma już problemu z całkowitym brakiem awansów kobiet na wysokich stanowiskach. Ma problem z ich jakością. Coraz częściej kobieta dostaje fotel CEO, dyrektora sportowego albo prezesa federacji w momencie, w którym ryzyko porażki jest najwyższe, a okno czasowe na zmianę najkrótsze. To nie jest sukces różnorodności. To outsourcing odpowiedzialności za błędy poprzedników.
Fundacja Ascendia stawia tę kwestię wprost: kompetencje są jedynym dopuszczalnym kryterium awansu, ale awans bez realnego mandatu, budżetu i czasu nie jest awansem — jest zarządzaniem ryzykiem reputacyjnym czyimś kosztem.
Skąd się bierze glass cliff w sporcie
Mechanizm jest powtarzalny i nie jest unikalny dla sportu. Badania Ryan i Haslam pokazują, że w sytuacji kryzysowej organizacje statystycznie częściej powołują na liderskie stanowisko kobietę. Powodów jest kilka.
Po pierwsze — sygnał dla otoczenia. Powołanie kobiety w kryzysie wygląda jak zerwanie ze status quo, nawet jeśli żadna realna zmiana strategiczna za tym nie idzie. Po drugie — pula męskich kandydatów odmawia, bo widzi ryzyko. Po trzecie — kobiecie częściej przypisuje się kompetencje miękkie: „uspokoi", „uporządkuje", „pogodzi". W kryzysie to atrakcyjna narracja dla zarządu.
W sporcie efekt wzmacniają trzy specyficzne cechy branży. Krótkie cykle decyzyjne (sezon trwa kilka miesięcy, nie kilka lat). Bardzo wysoka ekspozycja medialna każdej decyzji personalnej. Silna kultura „męskiej szatni", w której powołanie kobiety bez kryzysu jest politycznie kosztowne — z kryzysem staje się akceptowalne, bo nikt inny nie chce wziąć tego ognia.
Dlaczego to nie jest sukces, tylko ryzyko systemowe
Glass cliff w sporcie tworzy podwójną pułapkę. Najpierw kobieta dostaje rolę z minimalnym mandatem, ograniczonym budżetem i krótkim oknem na efekty. Następnie, gdy efektów nie ma — bo strukturalnie nie mogło ich być — porażka jest atrybuowana indywidualnie. „Spróbowaliśmy z kobietą, nie wyszło". Wnioskiem nie jest „następny zarząd nie odda steru tonącego okrętu", tylko „następnym razem wracamy do bezpiecznego wyboru".
Druga warstwa to chłodzenie pipeline'u. Młodsze menedżerki widzą, w jakich okolicznościach następują awanse, i kalkulują ryzyko. Część rezygnuje z aspirowania do ról zarządczych w sporcie. Organizacja traci talent — nie z powodu braku kompetencji, tylko z powodu braku zaufania do warunków, w jakich te kompetencje miałyby być wykorzystywane.
Data & Insights
Liczby w obszarze women in sport zmieniają się szybko. Każdorazowo weryfikuj w najnowszych edycjach raportów UEFA, FIFA, McKinsey, Deloitte i Sport Governance Observer.
Co sceptycy mają rację, a czego nie widzą
Argument sceptyczny: „Każdy CEO dostaje trudne sytuacje. To po prostu praca."
Powtarzany w zarządach klubów i komentarzach pod nominacjami.